Opłata reprograficzna od smartfonów budzi sprzeciw. Padają mocne zarzuty pod adresem artystów. Branża się broni. Trwa bój o pieniądze

Tomasz Dereszyński
Tomasz Dereszyński
Opłata reprograficzna od smartfonów budzi sprzeciw. Padają mocne zarzuty pod adresem artystów. Branża się broni. Trwa bój o pieniądze
Opłata reprograficzna od smartfonów budzi sprzeciw. Padają mocne zarzuty pod adresem artystów. Branża się broni. Trwa bój o pieniądze Przemyslaw Swiderski
Instytut Staszica (IS) nie zostawił suchej nitki na pomyśle rozszerzenia opłaty reprograficznej, która jest jednym z głównych elementów projektu ustawy o uprawnieniach artysty zawodowego. Padły też mocne zarzuty pod adresem artystów i organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi. Branża się broni. A o co jest bój? O duże pieniądze i ich podział.

Instytut Staszica (IS) nie zostawił suchej nitki na pomyśle rozszerzenia opłaty reprograficznej, która jest jednym z głównych elementów projektu ustawy o uprawnieniach artysty zawodowego. Padły też mocne zarzuty pod adresem artystów i organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi. Branża się broni. A o co jest bój? O duże pieniądze i ich podział.

Rząd od jakiegoś czasu zapowiadał uregulowanie statusu artysty, a co za tym idzie, także wsparcia dla tej branży. Obecnie trwają konsultacje ustawy o uprawnieniach artysty zawodowego przewidującej obciążenie takich urządzeń jak laptopy, komputery stacjonarne, tablety, telewizory, dekodery telewizyjne, aparaty fotograficzne (być może również smartfony), opłatą w wysokości do 4 proc. ceny brutto urządzenia. Rozważana jest też modyfikacja i wyliczanie wysokości opłaty reprograficznej od wartości netto sprzętu.

Konflikt między stronami sporu trwa od lat. W jednym wszyscy się zgadzają, że należy problem rozwiązać. Niestety to jedyny, jak na razie, punkt wspólny. Drogi dojścia do jego rozwiązania diametralnie się nie schodzą. Co więcej, wygląda na to, że konflikt przerodził się w niezłą wojnę na słowa i być może czyny.

Poborem opłaty reprograficznej miałaby się zająć administracja skarbowa. Raport Staszica przytacza planowaną kwotę z opłat w wysokości co najmniej 600 mln zł rocznie, która zdaniem IS “wcale nie trafi do najbiedniejszych artystów, ale do polskich i zagranicznych celebrytów oraz do OZZ jako poborców i dysponentów opłat”.

Tomasz Wróblewski, prezes Warsaw Enterprise Institute, uczestnik debaty jaką IS zorganizował niedawno, zwrócił uwagę na udział w poborze i dystrybucji pieniędzy przez organizacje pośredniczące, tak zwane OZZ. - Tu nie chodzi o artystów. Tu chodzi o organizacje pośredniczące, których racja bytu jest coraz mniejsza. Tak naprawdę coraz mniej ich potrzebujemy. Co więcej, gdyby proponowany system wszedł w życie, to wspierałby średniactwo, grafomanię, kosztem tych, którzy są w stanie zarabiać bezpośrednio w kontakcie ze swoim odbiorcą. I z tego względu uważam, że to jest bardzo groźny system. Próbuje on też narzucać rozwiązania, które rujnują unikalne możliwości, jakie dają nowe technologie - uważa Tomasz Wróblewski.

Jan Młotkowski, przewodniczący grupy ekspertów ds. komunikacji międzynarodowej Konfederacji Stowarzyszeń Autorów i Kompozytorów CISAC prostuje kilka nieścisłości i założeń przytaczanych przez przeciwników zmian. - Toczą się konsultacje dotyczące ewentualnej stawki opłaty reprograficznej. Najczęściej jest mowa o 1-1,5 proc. wysokości opłaty i my popieramy taki stawki. Chcemy by te kwoty obejmowały wszystkie nowoczesne urządzenia w tym smartfony, tak jak to ma miejsce w innych krajach UE. Przy obłożeniu wszystkich nowoczesnych urządzeń ta opłata nie musiałaby być aż tak wysokość i uniknęlibyśmy ewentualnych podwyżek sprzętu.

Dr Marian Szołucha z Instytutu Prawa Gospodarczego, uczestnik debaty IS, zwrócił uwagę na konsekwencję podwyższenia opłaty z punktu widzenia makroekonomicznego. - Inflacja w Polsce jest powodowana przez podwyżki podatków i innych danin już istniejących wcześniej i przez wprowadzanie nowych. Inflacja jest też czymś, co destabilizuje cały system gospodarczy czymś, przez co Polacy ubożeją realnie, choć nominalnie mają tyle samo albo jeszcze więcej pieniędzy, bo teraz są one swoją wartość nabywczą. Inflacja jest czymś znamy to z lat 90. Bardzo trudnym do zatrzymania. Ma tendencję do nabrzmiewania, do tego, by rosnąć na zasadzie wręcz kuli śniegowej.

Jak dr Szołucha wylicza, wprowadzono kilkanaście podwyżek podatków i nowych opłat. - Jeśli tego trendu nie zatrzymamy, jeśli nie przestaniemy podnosić, wydawałoby się niegroźnych, pojedynczo rozpatrując każdy z nich, podatków i opłat, to inflacja naprawdę zagrozi całemu polskiemu systemowi gospodarczemu - uważa dr Marian Szołucha.

Zdaniem Mieczysława “Mechanika” Jureckiego, gitarzysty, kompozytora, producenta, najbardziej znanego z działalności w zespole Budka Suflera, opłata reprograficzna nie jest żadnym podatkiem. - Ludzie bzdury opowiadają. Opłatę wnoszą wytwórcy sprzętu. Koszt produkcji takiego urządzenia to jest między 30 a 40 proc. ceny, którą płaci konsument. Oczywiście każde państwo członkowskie UE może podjąć decyzję o udostępnieniu pracy, mojej na przykład, za darmo, pod warunkiem, że twórcy, wykonawcy, ci wszyscy, którzy biorą udział w jakimś wydarzeniu, czy to w muzyce czy filmie, otrzymają godziwą rekompensatę. My takiej rekompensaty nie otrzymujemy. Dam przykład portalu YouTube. Z miliona odtworzeń jednej piosenki, jakiegoś wideoklipu (bez wpływów z reklam - przyp. red.), spływa na konto wszystkich, którzy uczestniczyli w tym wydarzeniu, w przeliczeniu 26 zł. Czy to jest godziwa rekompensata? Nie - mówi muzyk.

Czy opłata reprograficzna to podatek? Dr Marian Szołucha zauważył, iż jest to coś znacznie gorszego niż podatek. Bo pieniądze z podatków trafiają do budżetu państwa, do sektora finansów publicznych są przeznaczane generalnie na różne, pożyteczne rzeczy jak służba zdrowia, edukacja, badania i rozwój, sądownictwo, policja, obronność itp. - Tymczasem tu mówimy o pieniądzach, które mają trafić do prywatnych kieszeni ludzi, którzy ze względów różnych, niekoniecznie, najdelikatniej rzecz biorąc, na te pieniądze zasługują. W każdym razie państwo nie ma prawa do tego, by taki system tworzyć.

Andrzej Przybyło, prezes AB SA, największego importera IT i elektroniki w Polsce, zauważył podczas debaty, że zgodnie z projektem ustawy musiałby zapłacić rocznie około 118 mln zł opłaty reprograficznej jedynie od sprzedaży laptopów i komputerów stacjonarnych, podczas gdy zysk z tej sprzedaży wynosił tylko 12 mln zł. Zatem bez podnoszenia cen firma poniosłaby stratę 106 mln zł. Opłata na rzecz głównie ZAiKS-u byłaby więc prawie 10-krotnie wyższa niż osiągane zyski. Jak zauważył, jeżeli zysk importera wynosi 0,8 proc. ceny produktu, to podatek dochodowy wyniesie 0,15 proc. ceny. Tymczasem opłata w wysokości 4 proc. ceny to 26 razy więcej.

Prezes Przybyło stwierdził także, że zagraniczni sprzedawcy nie będą musieli ponosić tej opłaty, ich ceny będą więc niższe od polskich, co ostatecznie doprowadzi do upadku wielu polskich uczciwych firm. 5 mld zł rocznie płaconych podatków i ponad 100 tysięcy pracowników. Tak to wygląda dziś, jeśli chodzi o polską branżę handlu elektroniką, w której dominującą rolę wiodą wciąż polscy przedsiębiorcy. Po wprowadzeniu opłaty wiele firm czeka upadek, a pracowników bezrobocie - wskazał Andrzej Przybyło.

Jak zauważył, każdy ułamek procenta ma wpływ na transakcje na rynku elektroniki. Wprowadzenie nawet relatywnie niskiej opłaty zagrozi rynkowi elektroniki w Polsce, gdyż chodzi o wysoko wolumenowe towary jak laptopy. Dyski HDD są już obarczone 1 proc. opłatą reprograficzną, a w rezultacie udział polskiego importera spadł dwukrotnie. Tymczasem w dyskach SSD, które tą opłatą nie są obarczone, takiego efektu nie było.

Warto wspomnieć, że opłatę reprograficzną wprowadzano w erze kopiowania wszystkiego, co się da skopiować a więc koncertów na wideo, płyt kompaktowych, mp3, potem płyt DVD, także w dobie wszechobecnej “kserokopiomanii”.

Andrzej Przybyło odniósł się również do słów Tomasza Wróblewskiego, iż tu nie chodzi o pomoc artystom a wyłącznie o interes organizacji, m.in. takich jak ZAiKS. - Wydarzyła się rzecz bardzo dziwna, dosłownie w trakcie konsultacji społecznych okazało się, że maski opadły i nagle została oprotestowana ustawa przez organizacje zbiorowego zarządzania, takie jak Kopipol, Repropol, Związek Zawodowy Twórców Kultury, pod takim kątem, że już nie ma tych biednych artystów i że to nie może trafić na emerytury, tylko to musi trafić do nich i oni będą to rozdzielali dalej - powiedział.

Przez rok wmawiano społeczeństwu, że chodzi o pomoc dla artystów w trudnej sytuacji, tymczasem: … od początku było wiadomo, że tu nie będzie emerytur dla biednych artystów. Co teraz przyznają, (...) chodziło od początku o kasę do podziału dla nich, aby oni nią zarządzali i robili to według swoich bardzo niejasnych zasad. (…) Tu nie ma mowy o żadnych funduszach emerytalnych, o żadnej pomocy.

Jak informuje Jan Młotkowski, ZAiKS jest największą w Polsce organizacją zbiorowego zarządzania. Zrzesza dziesiątki tysięcy członków. - Co roku zgłaszają się do nas licznie kolejni chętni. Samo to świadczy o uczciwości tego czym zajmuje się ZAiKS. Zasady podziału środków przez nasze stowarzyszenie są w pełni transparentne, przedstawiamy raporty szczegółowo pokazujące jak przekazujemy środki ludziom kultury - prostuje.

Marek Tatała, wiceprezes Forum Obywatelskiego Rozwoju, zakwestionował podczas debaty podstawowy argument autorów projektu, iż w Polsce wydaje się za mało pieniędzy na kulturę, w szczególności na tle innych krajów europejskich. Jego zdaniem jest odwrotnie. Polski podatnik jest obciążony wydatkami na kulturę w znacznie wyższym stopniu niż przeciętny mieszkaniec Unii Europejskiej. - W tej chwili nasze państwo wydaje 0,7% PKB na kulturę. Średnia unijna to 0,5 %. Na kulturę statystycznie każdy z nas wydaje więc 338 zł rocznie, a dla porównania na sport i wypoczynek 177 zł rocznie - wskazał wiceprezes Tatała.

Prezes Tatała zwrócił uwagą na wątpliwości natury etycznej związane z pomysłem, aby społeczeństwo dopłacało do składek emerytalnych artystów, ponieważ grupa ta ma z reguły niskie emerytury. - Warto wiedzieć z czego to wynika. Otóż wynika z formy, w jakiej pracują na rynku sztuki. Często korzystają z umów o dzieło, przy których składki emerytalne nie są płacone. Jeżeli prowadzą działalność gospodarczą (…), płacą najprawdopodobniej minimalny ZUS, co przekłada się później na niskie emerytury i to jest dobrowolny wybór. Taki artysta, który gra koncert, mógłby poprosić o umowę-zlecenie z pełnym oskładkowaniem. Ale pewnie wtedy oczywiście netto, na rękę, dostałby dużo mnie, ale to jest dobrowolny wybór - skomentował Marek Tatała.

Jak dodał, przy założonych w projekcie wpływach z opłaty na poziomie 600 mln zł rocznie, byłaby to pod względem wysokości trzecia na świecie, po Francji i Niemczech, kwota opłaty. - Wiele argumentów przedstawionych w medialnej dyskusji jest albo nieprawdziwych, albo jest manipulacjami i myślę, że osoby ze świata sztuki, które te argumenty promują same sobie szkodzą, szkodzą swojemu wizerunkowi. Myślę, że psują wizerunek całego świata sztuki, tworząc taki wizerunek osób bardzo roszczeniowych, którzy w sposób manipulacyjny chcą doprowadzić do tego, żeby przymusowo nakazywać ludziom, aby więcej w środku wpłynęło do organizacji zbiorowego zarządzania - skomentował Tatała.

Przedstawiciel organizacji stowarzyszeń autorów i kompozytorów jest zdumiony kwotą, jaka padła z ust uczestnika debaty. - Nie przychodzi nam do głowy skąd się wzięła liczba 600 mln zł. Jedynym wytłumaczeniem jest kolejna podejmowana przez hurtowników elektroniki zmanipulowana próba antagonizowania społeczeństwa z ludźmi kultury. Najwyższe szacunki, również przedstawiane przez Ministerstwo Kultury mówią o 300 mln. Mniej więcej połowa tej kwoty trafi do najuboższych. Pozostała część zostanie podzielona według uprawnionych. Tak jak to się odbywa od wielu lat - powiedział.

Dr Dawid Piekarz wierzy w moc rynku. - Okazuje się, że po pierwsze rynek potrafi sobie całkiem sprawnie radzić z transferem pieniędzy od konsumenta do artysty i to się właśnie dzieje poprzez rozmaite formy płacenia w internecie, poprzez kupowanie książek, biletów, płacenia za kulturę także poprzez dofinansowywanie kultury przez państwo, na które płacimy podatki. A z drugiej strony można odnieść wrażenie, że mamy nagle taki system w zasadzie troszeczkę na tym tle archaiczny To znaczy zamiast, tak naprawdę udoskonalać sposoby, powiedziałbym uczciwego sprzedawania konsumentowi kultury, w zasadzie mamy do czynienia z pomysłem pod tytułem, to opodatkujemy wszystkich i dajmy tym wybranym, którzy uważają, że są niezbędni.

Instytut Staszica w przygotowanej opinii do projektu ustawy jednoznacznie stwierdza, iż wprowadzenie nowej opłaty spowoduje przerzucenie jej kosztów na końcowych klientów nabywających sprzęt elektroniczny, co zaowocuje wzrostem cen. Jednocześnie uważa, iż ważne jest wypracowanie sprawnych i sprawiedliwych systemów wspierania artystów przez państwo tam, gdzie jest to uzasadnione zarówno ich sytuacją materialną, jak i znaczeniem ich dorobku dla kultury narodowej.

Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska, zauważa, że żyjemy w świecie streamingu. - Nie kopiujemy muzyki czy filmów na inne nośniki, bo zwyczajnie nie jest to nikomu potrzebne. Dlatego stoimy na stanowisku, że potrzebna jest całościowa reforma finansowania kultury. Rozszerzanie w nieskończoność opłaty o kolejne urządzenia do niczego dobrego nie doprowadzi.

Rozmówca zwrócił uwagę na fakt, że w Polsce do tej pory nikt nigdy nie przeprowadził żadnego badania, które by stwierdziło, jakie straty ponoszą twórcy ze względu na legalne kopiowanie. - Takie wyliczenia powinny być podstawą do rozmowy o opłacie reprograficznej i jej wielkości.

Jan Młotkowski nie zgadza się z opinią Tomasza Wróblewskiego z Warsaw Enterprise Institute dotyczących OZZ-ów. - Racja bytu organizacji nazywanych przez Tomasza Wróblewskiego „pośrednikami” nie jest podważana w krajach stojących na najwyższym poziomie rozwoju technologicznego na świecie takich jak Niemcy, Włochy lub Francja. Te państwa doskonale sobie zdają sprawę, że nie można wyłącznie kierować się zasadami przestarzałego, wilczego kapitalizmu.

Instytut Sobieskiego uważa, iż ważne jest “wypracowanie sprawnych i sprawiedliwych systemów wspierania artystów przez państwo tam, gdzie jest to uzasadnione zarówno ich sytuacją materialną, jak i znaczeniem ich dorobku dla kultury narodowej”.

Co ciekawe, branża muzyczna, najbardziej wystawiona na “świecznik”, nie za bardzo ma ochotę na wypowiadanie się i obronę dobrego imienia w związku z krzywdzącymi, ich zdaniem, opiniami. Nie liczmy kilku występów w mediach, które raczej nie pomogły muzykom w uzyskaniu wsparcia społeczeństwa. Dlaczego tak się dzieje? Trudno jednoznacznie na to pytanie odpowiedzieć. Fora artystów-muzyków niestety najczęściej nie nadają się do cytowania, zresztą tak samo, jak komentarze przeciwników wsparcia branży muzycznej.

Tzw. streaming jest codziennością i nie ma co się na to obrażać. Problem w tym, że platformy streamingowe płacą artystom niewiele, bo wyższe honoraria dla wykonawców wiązałyby się z podniesieniem opłat abonamentowych i bardzo prawdopodobnym odpływem słuchaczy. W tym przypadku koło się zamyka. Nie każdy artysta ma szansę na lans w mediach czy w internecie, bo nie chce przynależeć, być może słusznie, do kasty nazywanej celebrytami. Przysłowiowy Kowalski przez pryzmat celebrytów patrzy na całą branżę, wcale nie tak liczną, która korzystałaby z tego zakładanego przez rząd wsparcia. Zatem co z rekompensatą w zamian za nieodpłatne korzystanie z ich dzieł o którą wołają polscy artyści? Ona istnieje ale nie dla wszystkich jest ona wystarczająca.

Jak pogodzić kapitalizm i chęć zysku z humanistycznym podejściem do twórców kultury, tych mniej popularnych, choć też bardzo potrzebnych? Mówimy tu drugo- czy trzecioplanowych uczestnikach nie zawsze pewnego “biznesu” czekających na wsparcia państwa. Wiele tęgich głów się nad tym zastanawiało i, w przypadku Polski, do dziś się zastanawia nie zawsze w cywilizowany sposób. Wydaje się, że do porozumienia jest daleko. Najważniejsze, by o tym rozmawiać, prowadzić dialog bez obrażania drugiej strony. Na razie droga do porozumienia jest bardzo daleka.

Znamy decyzję w sprawie trzeciej dawki szczepionki.

Wideo

Materiał oryginalny: Opłata reprograficzna od smartfonów budzi sprzeciw. Padają mocne zarzuty pod adresem artystów. Branża się broni. Trwa bój o pieniądze - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie